opowiedz mi bajkę...


Link 29.12.2011 :: 17:58 Komentuj (0)
Dawno, dawno nie pisałam.

Kilka (przełomowych) miesięcy.

W zasadzie mam już zupełnie inny kształt.
I jest mi po prostu, zwyczajnie - dobrze :)



[Keep the streets empty for me]


Link 24.05.2011 :: 22:17 Komentuj (0)
Dawno nie pisałam.
Dużo dużo zmian, a zarazem wiele rzeczy stojących w miejscu. Zmiany w najgłębszych mechanizmach ( ah, jak trzeszczą koła dawno nieobracanych zębatek..).

Otulam w rękach swój spokój. Mały, pełgający płomień. To nawet nie świeca jeszcze, tylko zapałka.


Where do people like us float?

Powoli zyskuję spokój w czasie największych burz. Bo to trudne, żeby pośród najstraszniejszych wilków zachować spokój. Żeby stanąć z boku i zyskać odrobinę dystansu. Dać sobie miejsce w sobie, suchą przystań, gdzie stanę nawet najbardziej zmoknięta po największej burzy. A przecież okręt cały czas się kołysze. A ja jestem spokojna, stoję i patrzę i środek mnie jest stabilny i suchy, mimo ulewnego deszczu. Jest we mnie mały filozof z książką. Jest we mnie mały filozof z ironicznym uśmiechem, błyszczącym okiem. Jest we mnie mały filozof z dobrotliwym uśmiechem, dobrotliwym spojrzeniem. Jestem ja dla siebie, spokojna, łapiąca w ramiona tę mnie, która omdlewa z emocji.

I will never disappear
For forever, I'll be here



Znalazłam ostatnio smsa od Kam, mocnego, który bardzo uderzył prawie rok temu - a teraz jest czytelny jak słoneczna prosta droga. Tylko dać ten pierwszy krok. A może ja już robię te pierwsze kroki...? Może już (całkiem zgrabnie!) robię pierwsze kroki nad przepaścią, tańcząc na linie..?
Może ja już potrafię się uśmiechać do tych najstraszniejszych wilków...?

I think of how to change myself


[Rozpłakałam się po tej rozmowie. Ze strachu, z niepewności. Bo przecież jesteśmy jak najbardziej dzicy, każdy chowa swój potargany łeb w kącie materaca. Bo przecież jesteśmy jak dwa wilki, które idą łeb w łeb, ciągle tą samą drogą, które doskonale rozumieją najdrobniejsze drgania nozdrzy tego drugiego. Które pozwalają na wycofanie, własne ucieczki i wędrówki. Rozpłakałam się ze strachu. A przecież jest we mnie przestrzeń i na rzeczy najgorsze. I wiem, że za tymi niby-to-najgorszymi czai się wielka przestrzeń, na którą teraz jeszcze nie umiem wybiec. I mam jakieś przekonanie- że cokolwiek się nie stanie - będzie właśnie tym najlepszym wyjściem. [Bo świat jest dla mnie dobry.] Biegnij, mała, biegnij. ]


Take me home before the storm


[ Są we mnie wielkie przestrzenie - pustynie wędrowne, nieboskłon, dzikie łąki, majowy las, jezioro i brzeg pachnący żywicą, rozgrzany mech w upalny dzień, słońce. To wszystko jest we mnie naprawdę i to wszystko pozwala ODDYCHAĆ. pełną piersią.]


Morning, keep the streets empty for me


Zżyłam się z nimi, choć są zupełnie nieprawdziwi. Niesamowite. Ale lubię wszystkie postacie, ich osobowości, ich uśmiechy, mimikę, wygląd, podejście do świata. Pozwalają mi się rano uśmiechnąć. Pozwalają na przemyślenie barwnego korowodu ludzkich osobowości, ludzkich spraw.


We were hungry before we were born

pora układać się do podróży


Link 02.11.2010 :: 15:11 Komentuj (0)
Ach, jedźmy. Weźmy samochód, mapę, kanapki, termos, kakao, jedźmy.
Przed siebie, przez zimne listopadowe powietrze, przez tysiące dróg i szlabanów.
Śpiewajmy całą drogę, głośno, wesoło. Możemy pić martini, a może kakao.
A później góry i wędrowanie we mgle poranków, w zimnym powietrzu, mycie twarzy w lodowatym strumieniu.
I wieczory, w czasie których będziemy siedzieć w ciepłej chacie, pić wino albo wódkę, rozmawiać godzinami, śmiać się i słodko upijać zapachem nocy.
[a jeszcze to górskie powietrze w jesienne poranki.]

***
sinusoiduję. To jest jak pokarm. Ciągle jeszcze potrzebuję tego słodkiego uzależnienia. Ale chwile odwyku są coraz dłuższe. (Chcę cię tulić, zupełnie szczerze, aksamitnie, chcę.)













bywają spokojne poranki


Link 26.10.2010 :: 12:11 Komentuj (0)
Odzyskuję siebie tak, jakbym odzyskiwała dane z komputera.
wow.
zabawne, o ile jest prościej wtedy.
i jak łatwo jest WIEDZIEĆ.

Powoli oswajam siebie.
(a słońce świeci na bukiet trzciny i głogu, który stoi w wazonie na stoliku)
Zgrywam muzykę na zajęcia z tańca (spełniają się marzenia, jeśli wierzy się w nie wystarczająco mocno),
uczę się gotować i sprawia mi to przyjemność.

(Tylko pamięć wydarzeń-przed-wakacyjnych nie daje mi spokoju, chwilami gryzie jak dym, nie pozwala się uśmiechać. Ale uczę się oswajać tę przestrzeń od nowa, uczę się zupełnie innej uważności, jakości, ostrości spojrzenia. Na siebie, na ciebie, na wydarzenia. Żeby tym razem w porę uchwycić tę cienką granicę, mówić głośno, a wzrok mieć jasny i pewny (bez lęku, który często tli się na dnie moich oczu). Bo przecież wiem, ja sama wiem najlepiej, czego chcę i potrzebuję. )
Zmieniają się coraz intensywniej proporcje, coraz więcej mnie we mnie, dla mnie.






jeś.


Link 22.09.2010 :: 14:33 Komentuj (1)
to nie jest łatwy dzień.
a pod oknami chodzą jeże i są kasztany. pac pac.
chce mi się parków i spacerów, powietrza. albo jesiennych gór.




w drodze


Link 31.08.2010 :: 13:11 Komentuj (0)
miesiąc w podróży.
jestem o wiele, o wiele silniejsza.

przybyło mi sił. od tych ognisk, dymu, autostopów, gór, jezior, ludzi, rozmów, śmiechu, wędrówki.

Przypomniałam sobie, jak to jest, budzić się szczęśliwa. śmiać się głośno, nie bać się.

I - złapałam najgroźniejszego mojego demona na mordkę. [ Wiecie co..? On boi się woli. Mojego TAK lub NIE.]

Nie tylko to wiem, ale i doświadczam. Teraz to nie on steruje moim życiem, ale ja. Zdarzają się jeszcze chwile, kiedy wypadają mi lejce z rąk, kiedy płaczę, kiedy się boje i panikuję. Ale jest coraz więcej chwil, kiedy jestem pewnym siebie dorożkarzem. [ ...zaczarowany dorożkaż, zaczarowany koń!]

Uczę się prostego, spokojnego, dobrego życia. I to jest naprawdę bardzo fajne.
I chcę nadal iść mocnym krokiem. Nogi mam coraz mocniejsze od tych wędrówek.







o strupach i ranach tu mowa.


Link 22.07.2010 :: 17:20 Komentuj (0)
drodzy państwo (miliardy czytelników, fanów, wchodzących na ten blog!)
jest szansa, że niedługo już nie będzie tak metaforycznie-metafizycznie-niewiadomoocochodzi.
jest szansa, że normalnieję.
Jak tylko wybabram się w tych moich ranach i strupach (po łokcie) jest szansa, że będę normalną osobą, będę pisać o książkach, filmach, imprezach, spotkaniach. że będę trendi i wogólecool.
Kto wie, kim się okażę być, jak opadną moje strupki :>



generalne sprzątnie [ekschibicjonistycznie, że hej]


Link 22.07.2010 :: 17:15 Komentuj (0)



Zatem wyruszam na tę najważniejszą z wypraw.
nigdy bym nie przypuszczała, że pójdę sama, bez wiernego kompana u boku.
ale wiem, że w te czeluście i zakamarki mogę się zagłębić tylko ja sama (korytarze są wielkości mojego ciała, mam tylko jedną latarkę, nie ma tam miejsca na ciebie, nie zmieścisz się i ja znów się cofnę, żeby nie zostawiać cię samego przed wejściem, znów zawrócę w złudne bezpieczeństwo, które jest w twoim oddechu - żeby tylko je poczuć, nakarmić wiecznie głodne uzależnienie).

***

Nie chcę się już dłużej bać. (poczułam to wczoraj, bardzo wyraźnie, ledwo się powstrzymałam, żeby nie powiedzieć tego głośno, biorąc pod uwagę nastrój innych (znów!ale to już niedługo!) )

Więc stawiam te moje pierwsze, nieporadne kroki. W żołądku nadal strachy i lęki, żołądek ciągnie ku ziemi, spowalnia moje kroki. ("Nie dasz rady, przecież się boisz, nie poradzisz sobie sama, stanie się to, czego się boisz najbardziej, będzie strasznie, nie dasz sobie rady, nie próbuj nawet" - szepcze coś w mojej głowie. Ale wiem, że dałam już pierwszy krok, że to już nie jest stanie w przejściu - że otworzyłam nowe drzwi, że jestem już Tam. Że nie chcę już zawrócić. Że idę z siłą, o którą bym siebie samej nie podejrzewała - przed siebie, mocno. Czasem jeszcze zaciskam oczy i robię coś, co jest za trudne - ten krok jest zbyt duży, zbyt trudny. Ale coraz częściej robię kroki na miarę siebie. W swoim powolnym, żółwim tempie idę. Do przodu, niezłomnie. Jeszcze przed półmetkiem, jeszcze czekają na mnie Najstraszniejsze Strachy. Ale - nie boję się ich. [czasem jeszcze się chowam. ale to po to, żeby odpocząć.]


***

A dziś - dziś zanurkowałam w swoje największe lęki. Wypłakałam je, wyrzuciłam. Zdarłam strupy dawno zaropiałych ran. Otworzyły się, popłynęło trochę krwi. Gęstej. Brudnej. Dużo tam jeszcze brudu. O którym dawno zapomniałam, bo tak było najwygodniej. [chociaż - to kwestia sporna. nie było wygodnie. kuło. bolało przez długi długi czas. chyba po prostu nie potrafiłam inaczej, nie wiedziałam, co z tym zrobić, napawałam się tym, że boli, choć ból drażnił końcówki nerwów niemiłosiernie - ale jakże to słodkie uzależnienie!]
Doczyszczam stare rany. Chcę je obmyć - powoli, delikatnie, dokładnie. Zanim znów się zrosną. Z cienką blizną, która zostanie na zawsze (ale nie będzie się paprać jak stary brzydki strup.o.)
(wiem, że to doczyszczanie jeszcze długo potrwa. że to dopiero pierwsze tak mocne otwarcie. mam w sobie zgodę na to. idę)








szara codzienność.


Link 02.06.2010 :: 00:16 Komentuj (0)
codziennie dokonuję bardzo skomplikowanych operacji na mózgu. [na otwartym mózgu.]
trzęsą mi się ręce. bardzo uważam na część odpowiedzialną za emocje.
muszę być cholernie precyzyjna i dokładna.
cholera.
włóczę się po nocy.
myślę.
[gdyby za wędrowanie i myślenie płacili, mogłaby być w czołówce mieszkańców tego bloku.]

***
[boszukaszbezgotowościzdziwienia]




enter


Link 31.05.2010 :: 01:51 Komentuj (3)
zaczynam nowe życie. od poniedziałku,za każdym razem od każdego poniedziałku, za każdym razem od nowa. ty też tak robisz.
w konsekwencji mam mnóstwo przemyśleń, ból brzucha i jakieś tam próby reorganizacji.
doceniam ludzi bliskich jeszcze bardziej.
czekam na pływanie w oceanie. drwię. jestem pobłażliwa, bo wydaje mi się, że pozjadałam wszystkie rozumy. dołączam do grup na fejsbuku. planuję nowe plany na nowe życie. nie umiem jeszcze rzucić wszystkiego, co tu i lecieć do Londoncity. (Oxford nigdy jeszcze nie był tak blisko, czeka tam na mnie dużo dobrego jedzenia).
chwilami wstanie z krzesła wydaje się zbyt trudne. chwilami chcę łapać każdą chwilę. Chwilami ona musi mi wszystko wytłumaczyć [zna się na emocjach].Chwilami wątpię. chwilami ty jesteś busolą. chwilami absurd nadaje kierunek.
i w ogóle. trochę jest przełomowo, wiecie. a trochę się cofam i chowam i boję. mało wiem o układzie planet na ten rok.
ilość moich imaginary friends stale rośnie. tak,jak poziom wody.
dobranoc.



IQ


Link 21.05.2010 :: 01:45 Komentuj (0)
może i jestem inteligentna i świetnie sobie radzę na egzaminach, ale w porównaniu ze sprytnymi kobietkami, które wiedzą, czego chcą, przegrywam jakieś 10 do 0.

a moje pomysły i interpretacje świata są naprawdę nieżyciowe .

maj gudnes.

[i jeszcze odwaga, żeby przyjąć to, co teraz będzie. ]


***
i kolejny raz królowa rzekła:

osoby, którymi zwykłam pogardzać są bardziej prawdziwe ode mnie.

głupia talia kart.



chylę czółka


Link 21.05.2010 :: 01:34 Komentuj (0)
dziś ubyło mi pychy.
tak z pół kilograma.

[dzięki temu staję się mniej idealna. bardziej ludzka.przyziemna. banalna. i prosta. zwykła.]



i wogóle...


Link 13.05.2010 :: 01:28 Komentuj (0)
mam jako punkt wyjścia dziwaczną obojętność. [dziwaczną, bo spowodowaną nagłymi zwrotami akcji, zaprzeczaniem i bólem.]i to jest bardzo ciekawe zjawisko.
zainteresowanych wyjaśnieniem sytuacji proszę o listy ze znaczkiem zwrotnym.
--
ironia wydaje się najlepsza bronią o tej godzinie. pozostałe obrony zawodzą w czasie dnia, w chwilach przytomności umysłu.
lepiej by było, gdyby nie był tak przytomny.


enigma, mistrzyni enigmy


Link 13.05.2010 :: 01:03 Komentuj (0)
przez ostatnie dwie doby przeżyłam więcej emocji niż przez ostatnie dwa miesiące.

ilość myśli i ważnych słów jest ogromna.
i to, czego mogę się z tego wszystkiego nauczyć - też.
kiedy tylko przestanę się bać i płakać - może znajdę to światełko.
i naukę, jaką z tego dostaję.
[ciągle do końca nie wiem, jak odróżnić nadzieję, od łudzenia się...?]

--
zaprzeczam. cholera, przyjęcie tego do wiadomości jest zbyt trudne wciąż. wymaga mozolnej i bolesnej przebudowy rzeczywistości. auć.
otchłanie się otwierają. te same, co zawsze. ale nie dam się im, przeskoczę. mam dobre, mocne buty i coraz bardziej wygimnastykowane łydki.

--
kreślę ci na czole znaki.

--
i tak niewiele tu ode mnie zależy, że to aż boli.

--
bo w gruncie rzeczy boli bardzo. 180 stopni to nie jest mało, jak na zwrot akcji.





wesołych!


Link 05.04.2010 :: 23:22 Komentuj (0)
pierwsze [ i mam nadzieję, że nie ostatnie] samotne święta.
3 dni dla siebie.
3 dni robienia bezkresnego na-co-ma-się-ochotę.
dobrze i spokojnie.
dużo przemyśleń. dużo nowych punktów widzenia.
dużo nowych emocji. dużo nowych umiejętności.
[zupełnie niezłe podarunki świąteczne :) ]


Załóż bloga

Archiwum

2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik

Kategorie

Linki

Księga gości

Wyślij wiadomość

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl

statystyka